Podróże

Ostatnie 2 tygodnie znów podróżowałem. Tym razem był to rejs po karaibskich wysepkach. Powróciłem w to miejsce po 2 latach. Pierwszy rejs w tamte rejony zrobił na mnie bardzo duże wrażenie i bardzo chciałem tam wrócić. Za drugim razem to już nie było to samo.

karaiby

Ponowne odwiedzanie nawet najbardziej atrakcyjnych miejsc nie daje już tak silnych wrażeń jak pierwszy raz. W podróżowaniu najmocniej szukam tego uczucia skupienia, ciągłego zdziwienia, zaskoczenia, przyglądania się światu. Całkowita zmiana miejsca powoduje, że mózg wyskakuje z trybu autopilota do którego przyzwyczaja go codzienność i rutyna. Gdy jestem w nowym, nieznanym miejscu zaczynam patrzeć na świat tak jak robiłem to w dzieciństwie, czuję że naprawdę żyję, każdy dzień jest inny, codziennie dzieje się coś nowego, widzę nowe rzeczy, spotykam nowych ludzi, jem nowe potrawy. Uwielbiam to uczucie, właśnie dla niego staram się jak najczęściej robić sobie krótkie wakacje.
Uświadamia mi to również czego brakuje mi na co dzień, staram się być bardziej uważny i w codzienności ale osiągnięcie tego jest bardzo trudne.
Drugą sprawą, którą wynoszę z podróży są obserwacje jak żyją ludzie w innych częściach świata. Najczęściej okazuje się, że do szczęścia nie potrzeba zbyt wiele. W skrócie, generalizując: najbardziej uśmiechnięci i zadowoleni z życia są ludzie którzy mają proste, niestresujące zawody służące innym ludziom mieszkający w ładnej okolicy z dobrym klimatem i dużą ilością słońca.

Na piechotę do Częstochowy

Pomysł chodził za mną parę lat. Przejść na piechotę do Częstochowy, takie mini camino w stylu pielgrzymek do Compostelli. W Polsce utrwalił się stereotyp pielgrzymki jako imprezy masowej – z księżami, śpiewem, przenośnymi głośnikami na plecach. Ja postanowiłem to zrobić inaczej – samotnie, z noclegami pod gołym niebem, z dużymi dziennymi przelotami (60km). Wystartowałem w czwartek po obiedzie, jak tradycja każe z progu domu. Postanowiłem robić zdjęcia z drogi co 10 minut.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwsze kilometry to doskonale znane mi z biegania i spacerów tereny, dziwnie po nich szło mi się z plecakiem. W lasach komary strasznie cięły, na szczęście miałem skuteczny spray z DEET.
Upał.
Żniwa w pełni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
O 19 byłem na rynku w Skawinie, stamtąd skierowałem się do Tyńca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tyniec po 21, w drodze wyjątku postanowiłem zapytać o nocleg w klasztorze, pasowało mi to do wizji pielgrzymki, niestety brak miejsc. Zszedłem na dół, nad Wisłę i zasnąłem 2m od brzegu rzeki. Trochę obawiałem się miejscowych ale noc upłynęła spokojnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O 3 obudził mnie chłód, spakowałem się i poszedłem dalej. Przejście kładką przez Wisłę, skrót przez las Bielański, kopiec Piłsudskiego o 5 rano, świetny widok na okolice Krakowa, Mydlnik o 7:30, sniadanie pod sklepem, doładowanie komórki, suszenie mokrych stóp.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mozolne przebijanie się przez przedmieścia Krakowa szlakiem fortów krakowskich. Po 11 osiągnięcie czerwonego szlaku Orlich Gniazd, który będę dalej szedł aż do Częstochowy. Odcinek Kraków-Olkusz poprowadzony jest drogą do Compostelli co dodatkowo podbija symbolikę tego szlaku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ojców o 14, obiad, dalsze ładowanie komórki (chciałem mieć całą drogę w GPS – głupie to dodatkowe zmartwienie i zwierzątko do wykarmienia, odbierające część radości ze skupienia się na Drodze).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ciekawa trasa do Pieskowej Skały z małym, bardzo starym kościółkiem po drodze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pieskowa Skała o 17:30, dalsza droga asfaltem, potem wejście w pola, długi marsz polami do 20. Głupie warczące i rzucające się na każdego psy polskiej wsi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Drugi nocleg ok. 21:30, po szybkich przenosinach kiedy okazało się, że miejsce jest trochę za blisko starego cmentarza.
bilans 2giego dnia – 55km.
Fotografowanie gwiazd o 2 w nocy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dalsza wędrówka od 3:30, śniadanie o 7:00, w sklepiku w (?), za krótkie doładownie baterii w komórce. Buty coraz bardziej rozwalone, marzę o sklepie z butami ale gdzie znaleść go na takiej wsi? Ogrodzieniec ok. 11 po długim marszu w słońcu i upale. Zapiaszczone części trasy dają mi się ostro we znaki, Okiennik, Morsko ok. 14:00, niezbyt smaczny obiad w Podlesicach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wymodlony sklep outdorowy w Podlesicach. Świetne buty 5.10 do chodzenia po skałach przecenione na 190pln.
Nowe buty dodają nieco sił, odzyskuję dawne tempo, nogi nie bolą już tak mocno. Zabranie w podroż starych butów to był zły pomysł, szkoda mi było lepszych i postanowiłem iść na lekko i zabrać stare buty biegowe zamiast turystycznych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek Bobolice po 18, Mirów po 19, bardzo malownicza droga przez las do Niegowej, Niegowa przed 21, nocleg w polu ok. 21:30.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
bilans 3go dnia – 55km.

O 2:00 kontynuacja wycieczki na czołówce, irracjonalny strach w lesie do Ostężnika. Pod Ostrężnikiem zepsuła mi się czołówka, na szczęście niedługo świt.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ścinam czerwony szlak, który meandruje aż do Złotego Potoku, co nie jest mi po drodze, lasy, droga do Piasku, stary kościół w Zrębicach, Okusz po 8:00. Kolejne śniadanie w sklepie – banan, kefir, redbull (może doda mi skrzydeł?). Dziś znów spora trasa a chce zdążyć na 13 na Jasną Górę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pomimo nowych butów nogi znów dają się we znaki, zaczyna mnie boleć w nich wszystko, staram się przenosić cały ciężar na kijki ale to nie pomaga, łykam IBUPROM. Dojście w coraz większym upale do Kusięt, zgubiony dekielek do obiektywu tak dzielnie się trzymał przez całą drogę, muszę sobie kupić dekielek ze sznurkiem.

Ostatnie kilometry do Częstochowy zaczynają się strasznie dłużyć. Im bliżej do celu tym trudniej, co 30 minut robię 5 minut przerwy dla spuchniętych stóp. Ogólną kondycję mam dobrą ale nogi nie są przyzwyczajone do robienia po 50km dziennie. Częstochowa. Po asfalcie prawie nie mogę iść, gdzie tylko się da idę bokiem po trawie. Częstochowa robi na mnie złe wrażenie, straszna brzydota prowincjonalnego, polskiego miasteczka. Pomieszane stare zabytki z okropną prlowską kostką. Kosmiczne ilości szyldów i banerów, których nie dotknęła ręka plastyka. Karkołomna typografia, połączenia kolorów wywołujące ból w oczach.

W końcu bulwary N.M.P, ludzie którzy wyszli na niedzielny spacer i lody przyglądają mi się ze zdziwieniem. Częstochowa to nie Compostella, nie widzę nikogo innego z plecakiem i kijkami. 13:30 – Jasna Góra, tłumy „pielgrzymów”, z chustkami, większość przyjechała tu autokarami. Nadal ani jednego plecaka ani nikogo kto by wyglądał na to, że tutaj doszedł samotnie. Odsłonięcie obrazu o 14:00, krótka modlitwa, koniec wycieczki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przyroda Jury Krakowsko Częstochowskiej, lasy, pola, skałki, zabytki, zamki i kościoły są bardzo ładne co stanowi kontrast dla brzydoty polskiej wsi, praktycznie nie widzę starszych, tradycyjnych zabudowań, wszystko powstało w ciągu ostatnich 50 lat. Te starsze budynki bez udziału architekta, nieproporcjonalne bryły, wielopiętrowe, niedokończone budowle z zamieszkanym tylko parterem, okna umiejscowione byle jak. Jeszcze gorsze są nowe domy, te wszystkie wielokrotnie łamane dachy, domy z katalogów, wszystko kompletnie niepasujące do tradycji budowlanych regionów. Festiwal barw elewacji: różowe, fioletowe, seledynowe, oliwkowe. Sporo podróżuję po świecie ale takiej brzydoty nie spotkałem nigdzie może poza niektórymi miejscami na Ukrainie i w Rumunii.

No i psy, prawie każdy na wsi musi mieć wrednego, ujadającego kundla i kretyńską tabliczkę na furtce sławiącą jego wredne cechy charakteru. Skąd to się bierze, czy na wsiach tak dużo kradną? Czy ludzie mają tak wielu wrogów? Do czego to służy? Ma ostrzegać przez zbójami zakradającymi się w nocy po kury? Też nigdzie na świecie tego nie widziałem. A już całkowitą zbrodnią jest trzymanie takiego kundla na terenie otwartym, kilka razy musiałem użyć kijków by się odpędzić. Skąd ta tradycja?

Rozbijam się zawsze w pewnej odległości od drogi, tak by nie było nic widać, na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo co może wpaść do głowy kilku autochtonom wracającym w nocy z imprezy w sąsiedniej wsi.

Skitury

Jadę jutro na 3 dni w tatry po uprawiać narciarstwo pozatrasowe, skiturowe.

skitur1

Skitury to powrót do narciarstwa jakie było uprawiane dawniej. Podchodzenie do góry na nartach dzięki hamującym paskom materiału – fokom, zjeżdżanie trasami na których nigdy nie było ratraka. Współczesne narciarstwo zjazdowe wyewoluowało do karykatury sportu . Góry poszatkowane słupami wyciągów byleby narciarz się nie zmęczył, trasy wyratrakowane na płaski sztruks byleby narciarz nie musiał się namęczyć, wytaliowane narty by każdy potrafił skręcać po paru godzinach na stoku. Pozwala to rzeszom niewytrenowanych ludzi spędzać długie godzina na nartach. Potężny przemysł opierający się na skipasach i modzie zmieniającej wzorki na nartach aby jak najszybciej wymienić całkiem jeszcze dobry sprzęt. Gdy jako mały chłopiec zaczynałem się uczyć na nartach, było bardzo mało wyciągów, uczyłem się na „oślich łączkach” na których podchodziło się samodzielnie. Sam jeżdżę z dziećmi na „takie” narty, dzięki temu możemy razem spędzić czas podczas ferii, ale na dłuższą metę dla mnie jest to ogłupiające, wjazd/zjazd, wjazd/zjazd.

skitur2

Dzięki skiturom jesteśmy wolni, obcujemy w ciszy z naturą, mamy czas na uważność, jesteśmy w górach bez tłumu ludzi. Dopiero na skiturach naprawdę czuję że jestem w górach. Aby wejść do góry używam swoich mięśni aby zjechać w trudnym terenie muszę się nakombinować i wciąż mam sporo do nauczenia się jeśli chodzi o technikę jazdy w ciężkim śniegu, stromiznach, między skałami, drzewami. Takie właśnie narciarstwo uprawiono sto lat temu, było sportem elitarnym i dostępnym dla nielicznych . Ciekawie te czasy są wspominane w książce „W stronę pysznej”. Jedyne czego nie lubię w skiturach to ilość sprzętu , którego używam, narty wiązania, specjalne buty, kijki, foki, harszle, czekan, raki, detektor lawinowy, sonda, łopata, kask, impregnat do fok, ubrania,  okulary lodowcowe, robi się z tego całkiem spory plecak do dźwigania.

skitur3

W skiturach mamy konkretny cel do osiągnięcia danego dnia , wiemy gdzie dojść, zjechać, wiemy kiedy udało się to osiągnąć. Najbardziej lubię wielodniowe wędrówki w których poruszamy się na nartach każdego dnia do nowego celu. Dzięki temu narciarstwo zmienia się w wyprawę – archaiczny motyw tak naturalny dla ludzkości, ukryty w naszych genach.