Własna muzyka

Muzyka

W 21w. w Polsce utraciliśmy powszechną umiejętność samodzielnego wykonywania utworów muzycznych. Ze starszego pokolenia pamiętam swojego dziadka, który grał na 12 strunowej gitarze, kolendy przy jego akompaniamencie przy wygilijnym stole. Dziadka już nie ma, kolendy nadal śpiewamy.
Na tą sytuacje oczywiście złożyło się wiele czynników – powszechne, coraz doskonalsze urządzenia odtwarzające, beznadziejna edukacja muzyczna w szkole. Jestem typem plastycznym, w podstawówce uwielbiałem plastykę, muzyka z tłuczeniem melodii na plastikowym fleciku bardzo mnie męczyła.
Po podstawówce wiedziałem, że granie to coś nie dla mnie. Potem z zazdrością patrzyłem na kolegów, którzy opanowali czarnomagiczną dla mnie umiejętność gry na gitarze. Te wszystkie ogniska, wieczory, dziewczyny wpatrzone w gitarzystów – siedziałem obok i coś tam mruczałem pod nosem.
Kilka lat temu w ramach poznawania nowych umiejętności, walki z nudą na zwolnieniu lekarskim zacząłem ćwiczyć grę na małym, matalowym irlandzkim flecie Tin Whistle. Prosty instument, 6 dziurek. Po początkowych problemach z prawidłowym zatykaniem otworów tak by dźwięk był czysty, szybko opanowałem podstawowe techniki i do dziś potrafię bez większego gwałtu na uszach słuchaczy zagrać kilka melodii.

1280px-Tin_Whistles
Zachęcony tym sukcesem poszedłem dalej, kupiłem swojego odwiecznego przeciwnika – gitarę. Tu już nie było tak łatwo, nadal walczę,nadal nie osiągnąłem poziomu uprawniającego do grania nawet przy ognisku w gronie znajomych.
Samodzielne granie daje dużo radości. Zaczynamy rozumieć poszczególne elementy z jakich składają się utwory muzyczne, mamy flow i skupienie przy odtwarzaniu. Zachęcam każdego by spróbował na czymś pograć, z własnego doświadczenia polecam Tin Whistle.

Reklamy