Gry

Gry komputerowe

Obserwuję swoich synów i zastanawiam się dlaczego w liceum przestałem grać w gry komputerowe. Gdy byłem w podstawówce załapałem się na pierwszą falę rewolucji komputerowej. Ośmiobitowe komputery, siedzenie przez długie godziny u znajomych, którzy wcześniej mieli komputer. Potem pierwszy własny komputer, setki przegranych godzin. Wreszcie Amiga, przełomowa maszyna z niesamowitą grafiką, idealna maszynka do grania.
Ciarki przy Shadow of the Beast.

Beast
I nagle w którymś momencie koniec. Trudno jest mi wskazać konkretnie moment czy przyczynę ale przestałem grać. Nie pamiętam czy towarzyszyły temu wtedy jakieś przemyślenia.
Nie wiem co się na to złożyło, przecież gry były coraz lepsze, miały coraz lepszą grafikę, były bardziej wciągające.
Od zawsze interesowało mnie jak komputery działają, próbowałem je programować, opanować, tworzyć na nich i grafikę i muzykę, filmy.
Teraz ograniczam czas grania moim synom, nie wiem czy robię dobrze, ja tego czasu nie miałem ograniczanego. Ale sytuacja też była trochę inna, byłem jedynakiem, mieszkałem na betonowym, górnośląskim osiedlu, gier było mało, nie było internetu, bo pewnym czasie się nudziły. Chłopaki mają internet i tysiące nowych gier do wypróbowania w zasięgu ręki, za oknem mają ogród i las, mają siebie więc mogą się bawić razem w rzeczywistości.
Wiem, że rzeczywistość jest prawdziwa i daje szczęście a gry to tylko efektownie opakowane doświadczenia zastępcze.
Nie wiem jak się to przełoży na ich przyszłość, czy gdy już będą starsi i nie będę miał na nich wpływu by dyktować im co robić.

Elektronika

Elektronika DYI

Od miesiąca dużo lutuję, zamówiłem w grudniu kilka zestawów dla hobbistów i uczę się lutować. Mam trochę teoretycznych podstaw, mniej więcej wiem jak to działa, tzn. nie jest to dla mnie czarna magia, wiem że w środku nie mieszkają krasnoludki ale do dokładnego zrozumienia jeszcze mi wiele brakuje. Gdy byłem dzieckiem wychowałem się na zestawach elektronicznych, które można było kupić w składnicy harcerskiej, miałem ich kilka, niestety żadnego nie udało mi się zmontować tak by działał poprawnie. Nie miał mnie kto nauczyć lutowania i zawsze lutowałem niepoprawnie – tzn. roztapiając cynę na lutownicy a następnie próbując nałożyć tą kropelkę na elementy. Sama lutownica też była nie najlepsza, ciężka lutownica kolbowa, której nie potrafiłem unieść tak by mieć pełną kontrolę nad manewrowaniem. Brak miernika uniwersalnego praktycznie uniemożliwiał zlokalizowanie usterek. Teraz to zupełnie co innego, kilka filmów na YouTube nauczyło mnie poprawnego lutowania. Wszystkie trzy zestawy jakie złożyłem do tej pory od razu działały poprawnie, nie musiałem nawet używać miernika by szukać nieprawidłowości. Na początek przed świętami zlutowałem elektroniczną choinkę. Po świętach elektroniczny “mrygacz”, choinka była dużo trudniejsza technicznie – gęsto utkana płytka drukowana, drobne luty, kilka ścieżek udało mi się przypalić na płytce ale je potem dosztukowałem. Po tym drugi zestaw był banalny, kupię taki moim dzieciom bo same też chcą polutować. Te sukcesy ośmieliły mnie do porwania się na zestaw LOL shield do Arduino – wyświetlacz oparty o ponad setkę diod LED. Lutowanie tego wszystkiego zajęło trochę czasu ale też zestaw działa prawidłowo.

IMG_4737

Cieszę się, że to zrobiłem, załatwiłem w ten sposób porachunki z wczesnymi niepowodzeniami w dzieciństwie z elektroniką ze składnicy harcerskiej.

Będę kontynuował przygodę z elektroniką, obecnie jest to ważny element w zestawie umiejętności kogoś kto chce samodzielnie naprawiać i tworzyć rzeczy codziennego użytku w XXI w. W planach mam wzmacniacz słuchawkowy i wykrywacz metalu z zestawów, potem może przyjdzie czas na własne projekty.

Komputery

ElektronikaKomputery

We wczesnej młodości komputery były całym moim światem, przedawkowałem kontakt z nimi. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że naprawdę dobrze się czuję w tych chwilach gdy jestem w rzeczywistości, tu i teraz, patrzę na zielone, tnę drewno, biegnę, jestem z rodziną, kopię w ogródku.
Na wieś uciekłem przed nimi ale one mnie tu dogoniły.

Mark Andersen powiedział, że software zjada świat. Ma rację.

Zarabiam pieniądze prowadząc firmę technologiczną a to wciąż wymaga wielu godzin spędzanych codziennie przy ekranie laptopa. Już nie zajmuję się programowaniem, mam od tego ludzi ale ponieważ jest to firma technologiczna trudno nie siedzieć przy komputerze. To głównie odpowiadanie na maile, inne formy komunikacji komputerowej – skype, programy do zarządzania projektami, grupą, strony społecznościowe, edycja umów i innych dokumentów, wyszukiwanie różnych informacji internecie. Zastanawiam się mógłbym ograniczyć ten czas. Ciężko. Ale próbuje, wymaga to nieustannej uważności, zastanawiania się czy w tej chwili wykonuję ważną, potrzebną pracę czy też unikam myślenia nad sprawami poważnymi, strategicznymi, wymagającymi skupienia i odwagi mechanicznie sprawdzając mail w nadziei, że pojawi się sprawa do szybkiego załatwienia.

Po godzinach poświęconych na prowadzenie firmy staram się ograniczać kontakt z komputerem do minimum ale i tu wkrada się coraz częściej. W czasie, który spędzam z dziećmi coraz częściej siadamy wspólnie przed ekranem ponieważ pomagam im w nauce programowania, matematyki, projektowania 3d.
W czasie przeznaczonym na sport powoli zamieniam się w cyborga obwieszonego zegarkami i smartfonem mierzącymi czas, trasę, tętno.
Ostatnio jeszcze w zestawie gadżetów pojawiła się kamera GoPro do nagrywania co ciekawszych wyczynów.
W czasie przeznaczonym samodzielne robienie rzeczy, zbyt często zadanie wymaga oprogramowania czegoś w arduino albo zaprojektowaniu i wydrukowaniu na drukarce 3d.
Podczas spacerów i wycieczek wiele czasu poświęcam na zabawę z aparatem cyfrowym. Robiąc zdjęcia, które potem trzeba będzie przejrzeć na komputerze, przebrać, poddać obróbce, prze-edytować

Chyba nie potrafię od tego całkowicie uciec, pewnie nawet tak naprawdę nie jest to moim celem. Za łatwo jest mi bawić się gadżetami, uciekać w nie przed rzeczywistością. Muszę być uważnym by komputery i inne gadżety nie przysłaniały mi bycia tu i teraz.

Ten wpis też jest eksperymentalny, piszę go bezpośrednio na komputerze.
Pisanie na kartce nie zdaje egzaminu w moim przypadku, owszem fajnie się pisze, szybko, łatwo ale potem nie mam czasu ani ochoty zająć się niezbyt twórczym przepisywaniem tego by wrzucić na blog. Źle wpływa to na częstotliwość publikowania wpisu na blogu.