Gry

Gry komputerowe

Obserwuję swoich synów i zastanawiam się dlaczego w liceum przestałem grać w gry komputerowe. Gdy byłem w podstawówce załapałem się na pierwszą falę rewolucji komputerowej. Ośmiobitowe komputery, siedzenie przez długie godziny u znajomych, którzy wcześniej mieli komputer. Potem pierwszy własny komputer, setki przegranych godzin. Wreszcie Amiga, przełomowa maszyna z niesamowitą grafiką, idealna maszynka do grania.
Ciarki przy Shadow of the Beast.

Beast
I nagle w którymś momencie koniec. Trudno jest mi wskazać konkretnie moment czy przyczynę ale przestałem grać. Nie pamiętam czy towarzyszyły temu wtedy jakieś przemyślenia.
Nie wiem co się na to złożyło, przecież gry były coraz lepsze, miały coraz lepszą grafikę, były bardziej wciągające.
Od zawsze interesowało mnie jak komputery działają, próbowałem je programować, opanować, tworzyć na nich i grafikę i muzykę, filmy.
Teraz ograniczam czas grania moim synom, nie wiem czy robię dobrze, ja tego czasu nie miałem ograniczanego. Ale sytuacja też była trochę inna, byłem jedynakiem, mieszkałem na betonowym, górnośląskim osiedlu, gier było mało, nie było internetu, bo pewnym czasie się nudziły. Chłopaki mają internet i tysiące nowych gier do wypróbowania w zasięgu ręki, za oknem mają ogród i las, mają siebie więc mogą się bawić razem w rzeczywistości.
Wiem, że rzeczywistość jest prawdziwa i daje szczęście a gry to tylko efektownie opakowane doświadczenia zastępcze.
Nie wiem jak się to przełoży na ich przyszłość, czy gdy już będą starsi i nie będę miał na nich wpływu by dyktować im co robić.

Własna muzyka

Muzyka

W 21w. w Polsce utraciliśmy powszechną umiejętność samodzielnego wykonywania utworów muzycznych. Ze starszego pokolenia pamiętam swojego dziadka, który grał na 12 strunowej gitarze, kolendy przy jego akompaniamencie przy wygilijnym stole. Dziadka już nie ma, kolendy nadal śpiewamy.
Na tą sytuacje oczywiście złożyło się wiele czynników – powszechne, coraz doskonalsze urządzenia odtwarzające, beznadziejna edukacja muzyczna w szkole. Jestem typem plastycznym, w podstawówce uwielbiałem plastykę, muzyka z tłuczeniem melodii na plastikowym fleciku bardzo mnie męczyła.
Po podstawówce wiedziałem, że granie to coś nie dla mnie. Potem z zazdrością patrzyłem na kolegów, którzy opanowali czarnomagiczną dla mnie umiejętność gry na gitarze. Te wszystkie ogniska, wieczory, dziewczyny wpatrzone w gitarzystów – siedziałem obok i coś tam mruczałem pod nosem.
Kilka lat temu w ramach poznawania nowych umiejętności, walki z nudą na zwolnieniu lekarskim zacząłem ćwiczyć grę na małym, matalowym irlandzkim flecie Tin Whistle. Prosty instument, 6 dziurek. Po początkowych problemach z prawidłowym zatykaniem otworów tak by dźwięk był czysty, szybko opanowałem podstawowe techniki i do dziś potrafię bez większego gwałtu na uszach słuchaczy zagrać kilka melodii.

1280px-Tin_Whistles
Zachęcony tym sukcesem poszedłem dalej, kupiłem swojego odwiecznego przeciwnika – gitarę. Tu już nie było tak łatwo, nadal walczę,nadal nie osiągnąłem poziomu uprawniającego do grania nawet przy ognisku w gronie znajomych.
Samodzielne granie daje dużo radości. Zaczynamy rozumieć poszczególne elementy z jakich składają się utwory muzyczne, mamy flow i skupienie przy odtwarzaniu. Zachęcam każdego by spróbował na czymś pograć, z własnego doświadczenia polecam Tin Whistle.

Odwlekanie

Od dłuższego czasu niczego nie zrobiłem w ramach mojego majsterkowania, robienia prawdziwych fizycznych rzeczy. Zastanawiam się dlaczego.

Składa się na to kilka spraw. Po pierwsze wróciłem 2 tygodnie temu z podróży, to zawsze wybija mnie z codziennego rytmu pracy, treningu, majsterkowania. Po drugie drukarka 3d – niby praca przy niej to robienie fizycznych rzeczy ale praktycznie większość procesu projektowania odbywa się na komputerze, potem sama to drukuje, moje umiejętności manualne są potrzebne dopiero przez chwilę pod koniec do końcowej obróbki i szlifowania. Po trzecie mam nieskończony układ elektroniczny. Nie dokończyłem lutować wzmacniacza słuchawkowego, fakt że jest rozgrzebany znięchęca mnie podwójnie do otwierania nowych projektów. Brak zakończenia i symbolicznego zwycięstwa nad materią zniechęca. Po czwarte – mam bałagan w warsztacie. Po piąte – mam zaplanowane duże projekty do których jeszcze nie kupiłem potrzebnych materiałów.

Jeśli coś was powstrzymuje przez rozpoczęciem jakiś prac do których zbieracie się od dłuższego czasu, dobrze jest chwilę pomyśleć dlaczego tak się dzieje, spisać swoje uczucia, obawy, dlaczego moja podświadomość mnie blokuje, czego potrzebuję aby zacząć.

 Bałagan

Plan na najbliższe dni – skończyć nieszczęsny wzmacniacz, odpocząć przez chwilę od elektroniki, więcej pracować w drewnie, nie wliczać prac przy drukarce do majterkowania albo prace do wykonania przy niej gromadzić przez kilka dni i odpalać ją do hurtowego drukowania tego co się nagromadziło, posprzątać w warsztacie, kupić potrzebne materiały.

Podróże

Ostatnie 2 tygodnie znów podróżowałem. Tym razem był to rejs po karaibskich wysepkach. Powróciłem w to miejsce po 2 latach. Pierwszy rejs w tamte rejony zrobił na mnie bardzo duże wrażenie i bardzo chciałem tam wrócić. Za drugim razem to już nie było to samo.

karaiby

Ponowne odwiedzanie nawet najbardziej atrakcyjnych miejsc nie daje już tak silnych wrażeń jak pierwszy raz. W podróżowaniu najmocniej szukam tego uczucia skupienia, ciągłego zdziwienia, zaskoczenia, przyglądania się światu. Całkowita zmiana miejsca powoduje, że mózg wyskakuje z trybu autopilota do którego przyzwyczaja go codzienność i rutyna. Gdy jestem w nowym, nieznanym miejscu zaczynam patrzeć na świat tak jak robiłem to w dzieciństwie, czuję że naprawdę żyję, każdy dzień jest inny, codziennie dzieje się coś nowego, widzę nowe rzeczy, spotykam nowych ludzi, jem nowe potrawy. Uwielbiam to uczucie, właśnie dla niego staram się jak najczęściej robić sobie krótkie wakacje.
Uświadamia mi to również czego brakuje mi na co dzień, staram się być bardziej uważny i w codzienności ale osiągnięcie tego jest bardzo trudne.
Drugą sprawą, którą wynoszę z podróży są obserwacje jak żyją ludzie w innych częściach świata. Najczęściej okazuje się, że do szczęścia nie potrzeba zbyt wiele. W skrócie, generalizując: najbardziej uśmiechnięci i zadowoleni z życia są ludzie którzy mają proste, niestresujące zawody służące innym ludziom mieszkający w ładnej okolicy z dobrym klimatem i dużą ilością słońca.

Elektronika

Elektronika DYI

Od miesiąca dużo lutuję, zamówiłem w grudniu kilka zestawów dla hobbistów i uczę się lutować. Mam trochę teoretycznych podstaw, mniej więcej wiem jak to działa, tzn. nie jest to dla mnie czarna magia, wiem że w środku nie mieszkają krasnoludki ale do dokładnego zrozumienia jeszcze mi wiele brakuje. Gdy byłem dzieckiem wychowałem się na zestawach elektronicznych, które można było kupić w składnicy harcerskiej, miałem ich kilka, niestety żadnego nie udało mi się zmontować tak by działał poprawnie. Nie miał mnie kto nauczyć lutowania i zawsze lutowałem niepoprawnie – tzn. roztapiając cynę na lutownicy a następnie próbując nałożyć tą kropelkę na elementy. Sama lutownica też była nie najlepsza, ciężka lutownica kolbowa, której nie potrafiłem unieść tak by mieć pełną kontrolę nad manewrowaniem. Brak miernika uniwersalnego praktycznie uniemożliwiał zlokalizowanie usterek. Teraz to zupełnie co innego, kilka filmów na YouTube nauczyło mnie poprawnego lutowania. Wszystkie trzy zestawy jakie złożyłem do tej pory od razu działały poprawnie, nie musiałem nawet używać miernika by szukać nieprawidłowości. Na początek przed świętami zlutowałem elektroniczną choinkę. Po świętach elektroniczny “mrygacz”, choinka była dużo trudniejsza technicznie – gęsto utkana płytka drukowana, drobne luty, kilka ścieżek udało mi się przypalić na płytce ale je potem dosztukowałem. Po tym drugi zestaw był banalny, kupię taki moim dzieciom bo same też chcą polutować. Te sukcesy ośmieliły mnie do porwania się na zestaw LOL shield do Arduino – wyświetlacz oparty o ponad setkę diod LED. Lutowanie tego wszystkiego zajęło trochę czasu ale też zestaw działa prawidłowo.

IMG_4737

Cieszę się, że to zrobiłem, załatwiłem w ten sposób porachunki z wczesnymi niepowodzeniami w dzieciństwie z elektroniką ze składnicy harcerskiej.

Będę kontynuował przygodę z elektroniką, obecnie jest to ważny element w zestawie umiejętności kogoś kto chce samodzielnie naprawiać i tworzyć rzeczy codziennego użytku w XXI w. W planach mam wzmacniacz słuchawkowy i wykrywacz metalu z zestawów, potem może przyjdzie czas na własne projekty.

Komputery

ElektronikaKomputery

We wczesnej młodości komputery były całym moim światem, przedawkowałem kontakt z nimi. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że naprawdę dobrze się czuję w tych chwilach gdy jestem w rzeczywistości, tu i teraz, patrzę na zielone, tnę drewno, biegnę, jestem z rodziną, kopię w ogródku.
Na wieś uciekłem przed nimi ale one mnie tu dogoniły.

Mark Andersen powiedział, że software zjada świat. Ma rację.

Zarabiam pieniądze prowadząc firmę technologiczną a to wciąż wymaga wielu godzin spędzanych codziennie przy ekranie laptopa. Już nie zajmuję się programowaniem, mam od tego ludzi ale ponieważ jest to firma technologiczna trudno nie siedzieć przy komputerze. To głównie odpowiadanie na maile, inne formy komunikacji komputerowej – skype, programy do zarządzania projektami, grupą, strony społecznościowe, edycja umów i innych dokumentów, wyszukiwanie różnych informacji internecie. Zastanawiam się mógłbym ograniczyć ten czas. Ciężko. Ale próbuje, wymaga to nieustannej uważności, zastanawiania się czy w tej chwili wykonuję ważną, potrzebną pracę czy też unikam myślenia nad sprawami poważnymi, strategicznymi, wymagającymi skupienia i odwagi mechanicznie sprawdzając mail w nadziei, że pojawi się sprawa do szybkiego załatwienia.

Po godzinach poświęconych na prowadzenie firmy staram się ograniczać kontakt z komputerem do minimum ale i tu wkrada się coraz częściej. W czasie, który spędzam z dziećmi coraz częściej siadamy wspólnie przed ekranem ponieważ pomagam im w nauce programowania, matematyki, projektowania 3d.
W czasie przeznaczonym na sport powoli zamieniam się w cyborga obwieszonego zegarkami i smartfonem mierzącymi czas, trasę, tętno.
Ostatnio jeszcze w zestawie gadżetów pojawiła się kamera GoPro do nagrywania co ciekawszych wyczynów.
W czasie przeznaczonym samodzielne robienie rzeczy, zbyt często zadanie wymaga oprogramowania czegoś w arduino albo zaprojektowaniu i wydrukowaniu na drukarce 3d.
Podczas spacerów i wycieczek wiele czasu poświęcam na zabawę z aparatem cyfrowym. Robiąc zdjęcia, które potem trzeba będzie przejrzeć na komputerze, przebrać, poddać obróbce, prze-edytować

Chyba nie potrafię od tego całkowicie uciec, pewnie nawet tak naprawdę nie jest to moim celem. Za łatwo jest mi bawić się gadżetami, uciekać w nie przed rzeczywistością. Muszę być uważnym by komputery i inne gadżety nie przysłaniały mi bycia tu i teraz.

Ten wpis też jest eksperymentalny, piszę go bezpośrednio na komputerze.
Pisanie na kartce nie zdaje egzaminu w moim przypadku, owszem fajnie się pisze, szybko, łatwo ale potem nie mam czasu ani ochoty zająć się niezbyt twórczym przepisywaniem tego by wrzucić na blog. Źle wpływa to na częstotliwość publikowania wpisu na blogu.

Na piechotę do Częstochowy

Pomysł chodził za mną parę lat. Przejść na piechotę do Częstochowy, takie mini camino w stylu pielgrzymek do Compostelli. W Polsce utrwalił się stereotyp pielgrzymki jako imprezy masowej – z księżami, śpiewem, przenośnymi głośnikami na plecach. Ja postanowiłem to zrobić inaczej – samotnie, z noclegami pod gołym niebem, z dużymi dziennymi przelotami (60km). Wystartowałem w czwartek po obiedzie, jak tradycja każe z progu domu. Postanowiłem robić zdjęcia z drogi co 10 minut.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwsze kilometry to doskonale znane mi z biegania i spacerów tereny, dziwnie po nich szło mi się z plecakiem. W lasach komary strasznie cięły, na szczęście miałem skuteczny spray z DEET.
Upał.
Żniwa w pełni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
O 19 byłem na rynku w Skawinie, stamtąd skierowałem się do Tyńca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tyniec po 21, w drodze wyjątku postanowiłem zapytać o nocleg w klasztorze, pasowało mi to do wizji pielgrzymki, niestety brak miejsc. Zszedłem na dół, nad Wisłę i zasnąłem 2m od brzegu rzeki. Trochę obawiałem się miejscowych ale noc upłynęła spokojnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O 3 obudził mnie chłód, spakowałem się i poszedłem dalej. Przejście kładką przez Wisłę, skrót przez las Bielański, kopiec Piłsudskiego o 5 rano, świetny widok na okolice Krakowa, Mydlnik o 7:30, sniadanie pod sklepem, doładowanie komórki, suszenie mokrych stóp.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mozolne przebijanie się przez przedmieścia Krakowa szlakiem fortów krakowskich. Po 11 osiągnięcie czerwonego szlaku Orlich Gniazd, który będę dalej szedł aż do Częstochowy. Odcinek Kraków-Olkusz poprowadzony jest drogą do Compostelli co dodatkowo podbija symbolikę tego szlaku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ojców o 14, obiad, dalsze ładowanie komórki (chciałem mieć całą drogę w GPS – głupie to dodatkowe zmartwienie i zwierzątko do wykarmienia, odbierające część radości ze skupienia się na Drodze).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ciekawa trasa do Pieskowej Skały z małym, bardzo starym kościółkiem po drodze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pieskowa Skała o 17:30, dalsza droga asfaltem, potem wejście w pola, długi marsz polami do 20. Głupie warczące i rzucające się na każdego psy polskiej wsi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Drugi nocleg ok. 21:30, po szybkich przenosinach kiedy okazało się, że miejsce jest trochę za blisko starego cmentarza.
bilans 2giego dnia – 55km.
Fotografowanie gwiazd o 2 w nocy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dalsza wędrówka od 3:30, śniadanie o 7:00, w sklepiku w (?), za krótkie doładownie baterii w komórce. Buty coraz bardziej rozwalone, marzę o sklepie z butami ale gdzie znaleść go na takiej wsi? Ogrodzieniec ok. 11 po długim marszu w słońcu i upale. Zapiaszczone części trasy dają mi się ostro we znaki, Okiennik, Morsko ok. 14:00, niezbyt smaczny obiad w Podlesicach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wymodlony sklep outdorowy w Podlesicach. Świetne buty 5.10 do chodzenia po skałach przecenione na 190pln.
Nowe buty dodają nieco sił, odzyskuję dawne tempo, nogi nie bolą już tak mocno. Zabranie w podroż starych butów to był zły pomysł, szkoda mi było lepszych i postanowiłem iść na lekko i zabrać stare buty biegowe zamiast turystycznych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek Bobolice po 18, Mirów po 19, bardzo malownicza droga przez las do Niegowej, Niegowa przed 21, nocleg w polu ok. 21:30.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
bilans 3go dnia – 55km.

O 2:00 kontynuacja wycieczki na czołówce, irracjonalny strach w lesie do Ostężnika. Pod Ostrężnikiem zepsuła mi się czołówka, na szczęście niedługo świt.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ścinam czerwony szlak, który meandruje aż do Złotego Potoku, co nie jest mi po drodze, lasy, droga do Piasku, stary kościół w Zrębicach, Okusz po 8:00. Kolejne śniadanie w sklepie – banan, kefir, redbull (może doda mi skrzydeł?). Dziś znów spora trasa a chce zdążyć na 13 na Jasną Górę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pomimo nowych butów nogi znów dają się we znaki, zaczyna mnie boleć w nich wszystko, staram się przenosić cały ciężar na kijki ale to nie pomaga, łykam IBUPROM. Dojście w coraz większym upale do Kusięt, zgubiony dekielek do obiektywu tak dzielnie się trzymał przez całą drogę, muszę sobie kupić dekielek ze sznurkiem.

Ostatnie kilometry do Częstochowy zaczynają się strasznie dłużyć. Im bliżej do celu tym trudniej, co 30 minut robię 5 minut przerwy dla spuchniętych stóp. Ogólną kondycję mam dobrą ale nogi nie są przyzwyczajone do robienia po 50km dziennie. Częstochowa. Po asfalcie prawie nie mogę iść, gdzie tylko się da idę bokiem po trawie. Częstochowa robi na mnie złe wrażenie, straszna brzydota prowincjonalnego, polskiego miasteczka. Pomieszane stare zabytki z okropną prlowską kostką. Kosmiczne ilości szyldów i banerów, których nie dotknęła ręka plastyka. Karkołomna typografia, połączenia kolorów wywołujące ból w oczach.

W końcu bulwary N.M.P, ludzie którzy wyszli na niedzielny spacer i lody przyglądają mi się ze zdziwieniem. Częstochowa to nie Compostella, nie widzę nikogo innego z plecakiem i kijkami. 13:30 – Jasna Góra, tłumy „pielgrzymów”, z chustkami, większość przyjechała tu autokarami. Nadal ani jednego plecaka ani nikogo kto by wyglądał na to, że tutaj doszedł samotnie. Odsłonięcie obrazu o 14:00, krótka modlitwa, koniec wycieczki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przyroda Jury Krakowsko Częstochowskiej, lasy, pola, skałki, zabytki, zamki i kościoły są bardzo ładne co stanowi kontrast dla brzydoty polskiej wsi, praktycznie nie widzę starszych, tradycyjnych zabudowań, wszystko powstało w ciągu ostatnich 50 lat. Te starsze budynki bez udziału architekta, nieproporcjonalne bryły, wielopiętrowe, niedokończone budowle z zamieszkanym tylko parterem, okna umiejscowione byle jak. Jeszcze gorsze są nowe domy, te wszystkie wielokrotnie łamane dachy, domy z katalogów, wszystko kompletnie niepasujące do tradycji budowlanych regionów. Festiwal barw elewacji: różowe, fioletowe, seledynowe, oliwkowe. Sporo podróżuję po świecie ale takiej brzydoty nie spotkałem nigdzie może poza niektórymi miejscami na Ukrainie i w Rumunii.

No i psy, prawie każdy na wsi musi mieć wrednego, ujadającego kundla i kretyńską tabliczkę na furtce sławiącą jego wredne cechy charakteru. Skąd to się bierze, czy na wsiach tak dużo kradną? Czy ludzie mają tak wielu wrogów? Do czego to służy? Ma ostrzegać przez zbójami zakradającymi się w nocy po kury? Też nigdzie na świecie tego nie widziałem. A już całkowitą zbrodnią jest trzymanie takiego kundla na terenie otwartym, kilka razy musiałem użyć kijków by się odpędzić. Skąd ta tradycja?

Rozbijam się zawsze w pewnej odległości od drogi, tak by nie było nic widać, na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo co może wpaść do głowy kilku autochtonom wracającym w nocy z imprezy w sąsiedniej wsi.